Dominikańskie puzzle (fragment)
Magdalena Danaj, Gazeta
Wyborcza, Trójmiasto, 06.08.2004

Również na Mariackiej (dużo tu niesamowitości jak na jedną małą uliczkę)
w zachwyt większość jarmarcznych gapiów wprowadzi didgeridoo, instrument
znany w Europie dzięki aborygenom. Od trzech lat didgeridoo wykonuje i próbuje
doskonalić się w grze na nim Jakub Pieleszek, student V roku malarstwa na
gdańskiej ASP. Pytany, skąd wiedział, jak je wykonywać, odpowiada: Cóż, nauczyłem
się tego metodą prób i błędów, nie było to takie łatwe. Dzisiaj są już wskazówki
w internecie, kiedy ja zaczynałem, nikt o tym nawet nie słyszał.
Didgeridoo to instrument dęty, wyżłobiony w drewnie. Uzyskuje się na nim
bardzo ciekawe dźwięki, w zależności od grubości drewna niższe lub wyższe.
Drewno Jakub Pieleszek wynajduje sam, jeden z jego instrumentów zrobiony
jest z czarnego dębu, który przeleżał w Wiśle 300 lat. Pracy jest sporo,
szczególnie że Pieleszek robi z każdego małego instrumentu dzieło sztuki.
Do najbardziej niesamowitych należą dwa z głową smoka, bogato zdobione i
rzeźbione.
- Czerpię inspirację z różnych kultur, na moich didgeridoo znajdują się wzory
aborygeńskie, meksykańskie, ale i ludowe polskie - przyznaje artysta. -
Polska sztuka ludowa to wciąż żywe źródło inspiracji.
Kim są klienci Jakuba Pieleszka i po co im taki niezwykły instrument? W większości
są to zagraniczni turyści, którzy lekką ręką wydają 500 zł. Bo ceny kształtują
się od 180 do 950 zł. Rzadko kupują, by ustawić sobie didgeridoo w domu jako
element dekoracji, wszyscy raczej deklarują, że będą uczyć się prawidłowo
wydobywać z niego dźwięki. A to nie jest takie proste. Aby właściwie zagrać
na aborygeńskiej trąbce, trzeba opanować do perfekcji oddychanie kołowe,
czyli jednoczesne wdychanie powietrza nosem i wydychanie ustami bez ani jednej
przerwy.